Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

blogi

Blog > Komentarze do wpisu
Polski Fiat 126p

Warszawa, Praga

piątek, 22 stycznia 2010, roztoczanski
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/23 14:51:00
Zielony morski! Taki, jakiego miałam! Cudowny, ekologiczny kolor, w ogóle na nim kurzu nie było widać...
-
2010/01/23 15:56:24
ale podobno to najlepszy samochód na mrozy i śniegi - bo tak lekki że łatwo go wypchnąć ;)
-
2010/01/23 16:37:18
Malucha bardzo dobrze wspominam, trochę nim przejechałem :)
-
2010/01/23 20:04:24
Hehe, obudziłeś wspomnienia. ;)) Byłam kiedyś w końcu kwietnia nad morzem, ze znajomymi pojechaliśmy maluchem. Po nocy spędzonej w Sopocie nie mogliśmy samochodu znaleźć na parkingu (gęsto wypełnionym prawie samymi 126p :D) - bo przez wieczór i noc spadła przerażająca ilość śniegu. Wyglądało to zupełnie jak na Twoim zdjęciu albo i nawet bardziej. ;) A w Warszawie było zero przejawów zimy, po powrocie nikt nam nie wierzył. ;D
-
2010/01/23 20:36:06
Ja miałem smutniejszą przygodę, bo w lecie przed domem nie mogłem znaleźć maluszka.
Odnalazł się dopiero w Burakowie na parkingu niby policyjnym, obrobiony przez panów pilnujących lub transportujących go na parking.
-
2010/01/23 21:05:29
A to skurczybyki. :((
Jak to dobrze, że nie mam samochodu. Jeden problem na głowie mniej.
-
2010/01/24 00:35:59
Co prawda, to prawda, choć niekiedy się przydaje :)
-
2010/01/24 10:12:12
Oryginalny pokrowiec, choć obawiam się, że w maju będzie już nieco passe.
-
2010/01/24 10:28:47
Chyba, że nastąpi opoka lodowcowa ;)
-
2010/01/24 11:48:54
Ja swojego maluszka też z okna mieszkania kiedyś na parkingu nie zobaczyłam. Oczywiście policja, znaki szczególne (w czarne kropki, bo był to podkład pod lakier). O 3 w nocy dzwonek - policja znalazła dzielnego malca na sąsiedniej uliczce. Nie chciał jechać dalej, bo miał bardzo sprytną blokadę (nacisnąć jednocześnie ukryty guziczek i hamulec) i kiedy złodzieje go brutalnie uruchomili, starczyło mocy właśnie tylko na kilkadziesiąt metrów :-)
Bardzo go dobrze wspominam.